Początkowo nie zwróciłem na nie uwagi. Nie wiązałem z nimi żadnych planów hodowlanych, bo nie spełniały kryteriów jakie sobie założyłem. W pogłowiu polskich liliputów występuje nieskończona liczba typów i odmian barwnych. Chcąc osiągnąć sukces w hodowli nie można łapać wielu srok za ogon, bo inaczej niczego nie zrobi się dobrze. No, chyba, że ktoś zamiast hodowli chce mieć zoo…Dlatego założyłem sobie, że selekcję moich liliputów będę prowadził wyłącznie w kierunku kuropatwianym. Grzebień – pojedynczy, bez czuba, nogi – gładkie. Przychówek, jak to zwykle bywa, gdy zaczyna się tworzenie jakiejś rasy kur od podstaw, miał ubarwienie od „sasa do lasa”. Systematycznie selekcjonowałem to „wielokolorowe” towarzystwo. Pośród tego stadka dały się zauważyć jakieś dziwolągi z ciemniejszymi niż normalnie grzebieniami i dzwonkami - u kurek prawie czarnymi, u kogucików ciemno wiśniowymi.